wydarzenia mała przestrzeń | 02-03.2011

Maciej Nawrot — „Dni pędzą jak dzikie konie ze wzgórza”

wydawnictwa publikacje | 2012

publikacja podsumowująca cykl „Drobnostki” Publikacja jest podsumowaniem projektu Drobnostki — zaplanowanej na cały rok płaszczyzny spotkań artystów, designerów i... 

wydarzenia mała przestrzeń | 16.12-20.01.12

Małgorzata Szymankiewicz — „Słaba widoczność” w Małej Przestrzeni Oko powinno być szybkie i dobre. Nie ma czasu na zmarszczenie brwi, na opuszczenie powiek — może być za późno. Dawniej trzeba było czasu... 

wydarzenia mała przestrzeń | 12.08-30.09.11

Karolina Żyniewicz — „Strach przed ciemnością” — wystawa w ramach Biennale Sztuki dla Dziecka Karolina Żyniewicz porządkuje przestrzeń bez wyraźnego zaznaczenia centrum. Rozkłada i rozwiesza obiekty zgodnie z regułami własnej geometrii.... 

wydarzenia mała przestrzeń | 8–31.07.11

Bartosz Kokosiński — „Niektóre obrazy nie chcą być namalowane” Najnowsze płótna Bartosza Kokosińskiego stwarzają wrażenie jakby zaledwie przed momentem coś przemieściło się pod ich powierzchnią. Swoim... 

„Postanowiłem to namalować” — mówi Maciek. Wyczuwa się, że w obrębie wybranych przez niego kadrów, coś mogłoby się wydarzyć, ale nie mamy pewności czy jesteśmy na właściwym miejscu, za wcześnie czy za późno. Jedno wydaje się pewne, to co efektowne jest już nieobecne. Rzeczywistość, którą obserwujemy oczami Maćka jest niemożliwa w obróbce i zgłębieniu. Spoczynek jest w niej bardziej pierwotny od ruchu. Nie wieje wiatr, palce rąk są szczelnie zaplecione, na ścianie w baraku wisi kartka z kalendarza: piękna dziewczyna z czerwca 2002.

Obrazy Maćka są wolne od niepokoju. Działają na podobnych zasadach, jak konstruowane przez niego z zapałem przynęty na ryby: złożone z futerek, drucików i piórek. Wydają się kruche w osiągniętej na chwile estetycznej równowadze. Te dopieszczone wycinki pobrane z rzeczywistości są najpierw wysysane z otoczenia obiektywem komórkowego aparatu fotograficznego. Rzeczywistość przybiera na nich formę skondensowaną i zgniecioną.

Swoje wyostrzone sposoby obserwacji — typowe dla wędkarskiej pasji — Maciek przenosi na sposób malowania. Z podobną czułością, jak drgnieniom na tafli wody, przygląda się otoczeniu. Co zimę powracają obrazki przedstawiające rękawiczki, podsunięte pod oko widza w dużych zbliżeniach na niewielkich płótnach. Malowane z wyczuciem, tak jak głaszcze się płochliwe zwierzęta. Czasem ważny jest sposób w jaki rękawiczki trzymane są w czyjejś dłoni, jak zaciskają się na plastikowym uchwycie, wtapiają w foliowy woreczek z preclem w środku, leżą bezużytecznie na kolanach. Maciek studiuje ich powierzchnie najczęściej jadąc autobusem: zachwyca go twardość skóry, kuleczki pojawiające się od wielokrotnego prania, jaskrawe kolory, stopień miękkości. Jego uwadze nie umykają rękawiczki bez charakteru, wypłowiałe albo czarne, które niecierpliwie badają swoje otoczenie, są nerwowo przekładane i strzępione. Możliwość ruchu, zostaje zawieszona pod pieszczotliwymi dotknięciami pędzla, żeby ułatwić przyglądanie się.

Na obrazku torebka trzymana na kolanach pasażerki autobusu jest bardziej błyszcząca, rękawiczki bardziej puszyste. Bardzo czysty, sypki piasek przywarł do ramienia śpiącego chłopca w niebieskiej koszulce. Zwykle jednak podwórka, ulice i zaułki pozostają dokładnie takie jakie są, opustoszałe i zaniedbane. W tym braku i nieobecności kiełkuje spokój. Maciek rejestruje soczystość, która na chwilę wyłania się z przypadkowej konfiguracji przedmiotów. Prawie niezauważalne skrzepnięcia zjawisk na moment przed ich rozpuszczeniem. Jego obrazy są zapisem zadziorów, które zaczepiły leniwe oko do patrzenia głębiej i intensywniej. Rozprasowane w ten sposób czas i przestrzeń rozbudowują się przez samo zwrócenie na nie uwagi. Rozpulchniają się i rozszerzają pod świdrującym spojrzeniem.

Maciek mruży oczy i wyznacza krawędzie kadru. Ludzie pojawiają się na jego obrazach rzadko, często zastąpieni przez fragment swoich postaci. On sam zaznacza swoją obecność zaledwie kilka razy w zakamuflowanych autoportretach: pokazuje się w kominiarce, czubek jego głowy odbija się w jakimś lustrze. Malując szuka dla siebie miejsca. Skleja się z wyszukiwanych widoków i sytuacji, jak z brakujących części rozrzuconych po ponurej okolicy. Jest tylko to, na co patrzy. 

Marta Lisok
kuratorka

(„Dni pędzą jak dzikie konie ze wzgórza” — tytuł tomiku poezji autorstwa Charlesa Bukowskiego z 1969 roku.)

wystawa w ramach cyklu Nic nie widać

http://www.facebook.com/pages/Katowice-Poland/Galeria-Sztuki-Wspolczesnej-BWA-w-Katowicach/128885767128773 http://bip.katowice.eu/jednostki/BWA/